Kto by pomyślał, że idea "bezpiecznego" papierosa ma prawie sześćdziesiąt lat? Już w połowie ubiegłego wieku kompanie tytoniowe, w reakcji na coraz liczniejsze, naukowe dowody na szkodliwość palenia, zaczęły myśleć nad stworzeniem produktu alternatywnego - czegoś, co zaspokajałoby wszystkie potrzeby nałogowych palaczy nie narażając ich na działanie toksyn zawartych w dymie papierosowym.
Niestety, pomimo ogromu zainwestowanych środków (jeden tylko projekt "Premiere" firmy RJR pochłonął blisko miliard dolarów!) żadna ze znanych marek nie osiągnęła na tym polu sukcesu. Problemy techniczne okazały się większe, niż pierwotnie zakładano, a jeśli już nawet jakiś pomysł doczekał się realizacji i wprowadzenia na rynek, ten go natychmiast odrzucał.
W latach osiemdziesiątych idea "zdrowego papierosa" zaczęła umierać, co ciekawe głównie za sprawą związanych z koncernami tytoniowymi prawników, którzy argumentowali, że "forsowanie takich pomysłów to podcinanie gałęzi, na której wszyscy siedzimy. Reklamując je jako zdrowe, implikowalibyśmy, że normalne papierosy nie są, a więc coś, czemu od lat konsekwentnie zaprzeczamy".
Jednak główną przyczyną klęski była najprawdopodobniej opinia publiczna, której nieufność wobec dobrych intencji firm tytoniowych sięgnęła zenitu po głośnych procesach z lat dziewięćdziesiątych. Coraz ostrzejsze regulacje prawne i coraz powszechniejsza opinia, że "dobry papieros, to żaden papieros" na pozór ostatecznie wbiły gwóźdź do trumny. Jest zatem ironią, że zmartwychwstanie sztucznego papierosa w jego obecnej postaci zbiegło się z wprowadzeniem najbardziej jak dotąd drakońskich przepisów anty-tytoniowych w Europie i w USA. Cóż, być może Philip Morris i reszta nie trafili ze swoimi propozycjami na właściwy moment...
Czytaj artykuł (w języku angielskim): "Safer" Cigarettes: A History by Tara Parker-Pope